| ups...znowu namieszałem |
2008-05-24 21:02:11 |
|
Ech, jak zwykle namieszałem… emisja we wtorek, 27 maja, godz. 19.10, a powtórka w sobotę. „Bajabongo” fizycznie jest już do kupienia w Wawie, reszta kraju dostanie w przyszłym tygodniu, nakład duży (jak na moją nieskromną osobę), dostępność praktycznie we wszystkich księgarniach prowadzących sprzedaż komiksów, a sam komiks na tyle powalony, że będzie leżał wystarczająco długo na półkach, żeby każdy zainteresowany mógł bez problemu dokonać zakupu. * * * Pisałem kiedyś o komiksowych okładkach płyt, tutaj lineczka do rozważań o dziesięciu najgorszych (zdaniem autora) okładkach wykonanych przez komiksiarzy: http://www.toplessrobot.com/2008/05/the_10_worst_album_covers_by_comic_artists.php# * * * W „Adlerowym klimacie”, znani skądinąd bracia Hanuka machnęli projekty do animacji "Waltz with Bashir", film zaliczył już pokaz w Cannes, a ja mam cichą nadzieję, że jakimś cudem zawędruje również na nasze ekrany. http://tropicaltoxic.blogspot.com/2008/05/waltz-with-bashir-animated-documentry.html * * * „Pocket Full of Rain” to najnowszy album Jasona (wyd. oczywiście Fantagraphics), album, a właściwie antologia, bo zawiera min. 25 krótkich komiksów z wczesnego okresu jego twórczości, rzecz o tyle ciekawa, że można zobaczyć w jakich kierunkach poszukiwał rozwiązań graficznych zanim wypracował ten swój minimalistyczny styl, który eksploruje do dziś. http://www.fantagraphics.com/index.php?page=shop.product_details&flypage=shop.flypage&product_id=1484&category_id=5&manufacturer_id=0&option=com_virtuemart&Itemid=62 |
Komentarze [2]
|
| schizowizja regionalna |
2008-05-15 23:37:48 |
|
Ot ciekawostka, podczytując Comicsreportera można się dowiedzieć, że samodzielne przebijanie się na zagranicznych rynkach jest ewenementem, i że jak do tej pory jedynie dwóch amerykańskich twórców publikujących samodzielnie komiksy zdołało znaleźć wydawców w Europie. John Porcellino http://lambiek.net/artists/p/porcellino_j.htm i teraz Alec Longstreth http://alec-longstreth.com/blog/416/ W sumie to nie do końca jest to prawdą, bo zdaje się, że Corben też nie miał wsparcia żadnego amerykańskiego wydawcy w momencie europejskiego debiutu we francuskim „Metal Hurlant” i, jakby na to nie patrzeć, Crumb czy Gilbert Shelton też byli „self-published”, ale to oczywiście było dawno temu, w odległej galaktyce. Intrygujące jednak, że dla amerykanów taka sytuacja jest czymś bardzo nietypowym. * * * A nawiązując do mojego poprzedniego wpisu, robię z siebie idiotę w TVP 3, w sobotę 24 maja, godz. 18.45, program „Tropiciele”, pasmo regionalne Katowice. Ponieważ w tym samym programie pojawi się częstochowska ekipa od zina „CzkaFka” i wytwórni filmowej „CHACIFDE”, to, na szczęście, z dwóch godzin mojego bełkotu zmontują jakieś 5 minut materiału. |
Komentarze [0]
|
| bang |
2008-05-15 02:11:19 |
|
Teoretycznie już jest (czyli można zamawiać, ale sam komiks dopiero jedzie z drukarni), ceny zróżnicowane, od 19,12 do okładkowej, czyli 23,90. Baner wesoło mruga na stronie KG, Szymon właśnie zaagitował u Makaka w „Antyradio” (szkoda, że się dowiedziałem pod sam koniec audycji), jutro ma być jakaś telewizja, na szczęście regionalna, więc zbłaźnię się jedynie przed mieszkańcami Śląska. Jednym słowem, zapraszam do lektury, a wszelkie uwagi przyjmuję na klatę, tutaj albo na dowolny forum komiksowym. Acha, nie będę komentował wypowiedzi „zawodowca” Cabały na Polterze, o pseudoartystycznych amatorach, bo szkoda słów. A zresztą, pośrednio, ale za to bardzo trafnie, skomentował całe zamieszanie z „mainstreamem” Kamil Śmiałkowski (wybacz Kamil, ale aż sobie zacytuję): „Dziś (w czasach interaktywności, konsol i internetu) komiks jest już dziedziną retro. Nie ma więc co iść w mainstreem dla mas, bo te masy nie wybiorą już komiksu. Dziś znacznie lepiej sprzedają się rzeczy niszowe, skierowane do konkretnych mniejszych grup odbiorców.” I „Biocosmosis” jest takim niszowym komiksem, jak każdy inny. Ciekawe, czy jego autorzy kiedykolwiek to sobie uświadomią? |
Komentarze [6]
|
| acha... |
2008-05-02 20:57:48 |
|
...bo w maju to ja zaliczam kilka premier, np. dzisiaj premiera pt.: "Kajetan Turek" waga: 3,5 kg wzrost: 57 cm o kolejnych majowych premierach postaram się informować na bieżąco :) |
Komentarze [44]
|
| Same fajne rzeczy |
2008-04-25 23:55:27 |
|
Jorge Gonzalez to hiszpański twórca, który, podobnie jak Mirosław Urbaniak i Irek Kinior, próbuje swoich sił na francuskim rynku pod skrzydłami odnogi wydawnictwa Glenat, czyli Caravelle. Jak do tej pory opublikował dwa albumy, w 2004 „Le Vagabond”, a w ubiegłym roku „Hate Jazz” http://www.bdgest.com/preview-203-BD-hate-jazz-histoire-complete.html Niezwykle zdolna bestia, chociaż mam wrażenie, że wciąż jeszcze poszukuje własnego stylu, posiłkując się w tych poszukiwaniach świetnymi wzorcami. Twórczy mix takich artystów jak Mattotti, deCrecy czy Gipi w polewie hiszpańskiego temperamentu, warto zwrócić uwagę i obserwować dalsze poczynania: http://jfgv.blogspot.com/ http://www.jorge-g.com/ http://www.jfgvoriginales.blogspot.com/ * * * W wielki świecie coś tam cały czas się rusza, przed chwilą Piotr Cieśliński http://www.epilogue.net/cgi/database/art/list.pl?gallery=6539 załapał się do Marvela, a kanadyjski Drawn! właśnie natrafił na prace, znanego chociażby z koszulek dla Chrum Company, Jana Kallwejta http://drawn.ca/2008/04/22/jan-kallwejt-2/ co skwapliwie podchwyciło kilka innych serwisów wokółkomiksowych. Jeszcze trochę i może rzeczywiście jacyś Polacy zaczną trzaskać komiksy dla amerykańców? * * * Dostałem praktycznie ostateczną wersję okładki „Bajabongo”, jestem w szoku co wycisnął Jarek Składanek z mojej nieudolnej bazgraniny, naprawdę kawał solidnej roboty, a zresztą, za chwilę będzie można to zobaczyć „w realu”, więc co ja tutaj będę gadał po próżnicy. Fajnie wygląda, zupełnie jak nie moje. |
Komentarze [1]
|
| Dwubiegunowość konika |
2008-04-22 01:03:43 |
|
Jako wielbiciel takich powieści jak „Ludzie jak bogowie” Sniegowa czy kosmicznej trylogii Trepki i Borunia, nie mogę oczywiście przejść obojętnie obok genialnych ilustracji mojego ulubieńca. Klimatyczne retro, czyli Virgil Finlay i jego ilustracje do „The Complete Book of Space Travel”: http://goldenagecomicbookstories.blogspot.com/2008_04_01_archive.html * * * A na drugim biegunie graficznych zabaw z rzeczywistością, brytyjskie wydawnictwo Cabanon Press: http://www.cabanonpress.com/index.htm Niestety, cześć publikacji wydana w mikronakładach jest już nie do zdobycia, ale na szczęście na sieci coś tam jeszcze można zobaczyć, a jak ktoś będzie w Londynie, to pogrzebać w komiksowych księgarniach. Mnie najbardziej urzekły takie rzeczy jak „The Hairy Monster, a guide”, „Guardians of The Kingdome”, „First” i „Second”. |
Komentarze [0]
|
| "O czym nie śniło się scenarzystom z tvn-nu" |
2008-04-17 22:09:05 |
|
Właściwie to na tym blogu nie miało być nic o muzyce, ale jakoś tak wyszło, że zobaczyłem kolejny odcinek „39 i pół” i trochę mnie krew zalała. Jakiś koleś (ta, wiem, że Karolak) przebrany za podstarzałego punka, jeżdżący „cegłą” w rytm muzyczki rodem z radia RMF, problemy interpersonalne prosto z rodzimych telenowel w stylu „Złotopolskich” czy innego „Klanu” i do tego „superekstraprzełomowy” zespół czyli „Blog 27”. Zaniepokojony spoglądam na Onet, ludziki sikają ze szczęścia, porównują do „Californication”, przeżywają muzykę i „strasznie śmieszne i inteligentne teksty”, czyli zgroza… ale to tylko „świry z Onetu”, więc szukam dalej, tym razem moje ulubione fora… i niestety to samo, szok, czyżby całe pokolenie nagle zgłupiało? Zmotywowany tym szaleństwem, zaczynam sprawdzać kumpli z ekipy, i kamień spada mi z serca. Bo nie jest źle, wchodzący w smugę cienia „rokendrolowi rewolucjoniści” bynajmniej nie kończą jak serialowe przypały, lansując głupawą muzyczkę pokręconych nastolatek, tylko nadal robią swoje, nie oglądając się na promowane w mediach mody i style, czy żebrząc o poklask masowego odbiorcy. Żeby nie być gołosłownym, kilku gliwickich „protoplastusiów” serialowej „gwiazdy”, oczywiście sami gitarzyści, grający w różnych składach i układach od lat 80-tych: Szymon, długi staż w punkowym „Rottweilerze”, dzisiaj żona, dziecko, praca i oczywiście muzyka, bardzo konkretna muzyka, czyli „Whitman”: http://www.whitman.zks.com.pl/web/index.html Witek, jeden z najlepszych gitarzystów jakich znam i jeden z najbardziej drobiazgowych perfekcjonistów w kwestiach muzycznych, przez lata dużo różnej muzyki od HM po akustyczną klasykę, a w tzw. międzyczasie epizod w jednej z najważniejszych polskich kapel punkowych, czyli ostatni skład i sesja nagraniowa grupy „Process”. Dzisiaj żona, dzieci, praca w branży edukacyjnej (ze sporymi sukcesami) i oczywiście muzyka, „Apogeum”: http://apogeum.art.pl/ acha, stronka domowa, za całym dobrodziejstwem dorobku: http://www.kozaczkiewicz.pl/ Dominik, niedoszły wieszcz pokolenia, sporo różnych kapel, min. „Texas Rangers”, w latach 90-tych „Svoboda”, a w chwili obecnej pełna niezależność, czyli całkowicie solowy projekt „Diakof”: http://www.diakof.prv.pl/ Trzech ludzi, trzy różne podejścia do muzyki, ale wszystkie trzy, moim zdaniem, znacznie ciekawsze niż „strasznie śmieszne” przeżycia bohatera tvn-owskiego sitcomu. Scenarzystów „39 i pół” najchętniej wysłałbym na prowincję, żeby zobaczyli, co naprawdę robią i czym żyją ludzie, a wielbicieli serialu wsadziłbym do wehikułu czasu, żeby jeszcze raz posłuchali tego, czego słuchali kiedyś, zanim ponownie zaczną przeżywać pulpową „anarchię” dla ubogich. Marzy my się porządny film/serial o tamtych czasach, z konkretną muzyką, wiarygodnym aktorstwem i scenariuszem nie obciążonym potrzebą lansu jakiejś współczesnej „muzycznej gwiazdy”. Ale to pewnie marzenie ściętej głowy. Dobra, zamykając ten, mam nadzieję, że jedyny, muzyczny wpis, moja obecna playlista z odtwarzacza mp3 (można sobie dopasować do lektury „Bajabongo”) : Battles „Mirrored”, Primus”Saling the Seas of Cheese” i „Antipop”, Mars Volta „The Bedlam In Goliath”, NoMeansNo „Wrong”, Fugazi „Repeater”, RATM „The Battle of Los Angeles”, System Of A Down „Toxicity”, Hans Zimmer/Lisa Gerrard „Gladiator”, Tool „Aenima”. |
Komentarze [4]
|
| Masakra |
2008-04-13 20:45:00 |
|
Króciutko, bo w zalewie forumowej głupoty i portalowych nieudolności nie chce mi się pisać. A zresztą, czasu nie mam, zarobiony jestem, a na nominacjach za czestotliwość wpisów na blogu zależy mi prawie równie mocno jak mojemu synowi na ubiegłorocznym śniegu. Lineczka do masakrycznej rzeczy, którą kiedyś zaledwie "naszkicował" Miyazaki: http://www.cartoonbrew.com/anime/little-nemo-test-filmmiłej zabawy. |
Komentarze [0]
|
|
» Archiwum
» O autorze
» Linki
|