|
A dzisiaj trochę z innej beczki, rzecz wprawdzie o komiksach, ale niestety nie uda mi się tym razem uniknąć pewnych wątków "osobistych". Archiwizuję tutaj, bo na stronie, na której odbywała się "dyskusja" cześć z tych tekstów wyleci, a szkoda, bo dają obraz pewnej grupy czytelników komiksów i ich oczekiwań (a tutaj jest mój własny blog i mogę sobie wklejać co chcę :D ). Wypowiedzi trochę niesty musiałem pociąć (wycieczki osobiste) Miejsce akcji: dzial komentarzy na jednym z portali komiksowych Aktorzy: jak zwykle piszący podpuszczające brednie turek+ dwóch niezarejstrowanych "wielbicieli komiksów" Temat (wyjściowy): MFK O Hikikomori: "Wg mnie „Hikikomori” jest ciekawą pracą, dziełem, pomysłem na serię symbolicznych obrazów, ale nie komiksem. Jeżeli podzielimy Panoramę Racławicką na kadry i odpowiednio poustawiamy, to bardziej będzie przypominała komiks niż to, niewątpliwie miłe dla oka dziełko. Pracę tą można śmiało pokazywać w galeriach - oprawić kadry w aluminiowo-szklane ramy i wystawiać, jak to powiedział X, dla snobów." "Teraz powstał nowy kierunek Klimkap - klimatyzm kapitalistyczny - potrzebuje on prac mających tak zwany "klimat" i kompletnie nie zrozumiałych. Czyli sztuka dla sztuki. Lubisz to? Ja nie. Uważam, że podobnie jest z większością prostych odbiorców, ot co..." O Hikikomori po moim wtrąceniu: "Ty tu w imieniu jakiegoś zrzeszenia twórców występujesz? Po raz któryś (4 czy 5), któryś rozmówca przypomina Ci, że nikt tu nie wini twórców ale KOMISJE KONWENTOWA. Za maskowanie złego stanu rynku i dawanie nagród jakimś pseudoartyzmom, gdy są rzeczy bardziej zasługujące na uwagę szerszego odbiorcy. Twórcy robią i mogą robić co chcą. Choć jeśli posuną się do krytyki systemu to chyba ich pobijesz. Komisja zaś ma rozwijać Polski rynek a nie robi tego dając nagrody jakimś dziwadłom nie do wydrukowania, nie do albumu. A Ty pytasz ciągle co mają twórcy rysować czy pisać. A nic nie rysuj. Jak to ma być pochwała tego co jest, nie rób nic. Artyści nie są po to żeby lizać do Państwa, żeby ślepo wyznawać jakiś system a powodów nieszczęść szukać stale poza nim. To socrealistyczne a raczej klimkapistyczne. Straszne. W sytuacji gdy nie mamy odpowiednika Tytusa czy Supermana? Pod względem nakładu dzielonego przez ilość mieszkańców oczywiście! Zaznaczam, żebyś twórców, czyli mnie samego, nie bronił przede mną samym. Dobrze, że mnie powstrzymujesz bo bym samobójstwo popełnił!" O nowej koncepcji "Katalogu konkursu na krótką formę komiksową": "Na koniec, bo sam nigdy nie zauważysz. Ja mówię i X zapewne też, o mainstreamie, ani trykocie, ani Hikikomori! Wydanym tanio, dobrym, rozpropagowanym i w dużym nakładzie. Podam przykłady. Chętnie miast antologii ze zbiorem artystów, z tego czy innego konwentu, poczytałbym album komiksowy z dobrymi historiami SF czy Fantasy. Szeroki czytelnik sądząc po popularności XFiles czy Władcy Pierścieni według mnie też." O tym dlaczego ludzie nie czytają komiksów: "Ludzie nie czytają komiksów bo: - trudno dotrzeć do czytelników tylko przez empiki - trudno dotrzeć do czytelników przy pomocy niskiego nakładu i wysokich cen - trudno dotrzeć do czytelników, dla których komiks kojarzy się tylko z wesołą historyjką dla dzieci i superhiperbohaterami w kolorowych trykocikach. (Może niedługo odstraszać ich będą „ambitne i symboliczne przekazy obrazowe”, które nie zawierają żadnej fabuły, za to SĄ WIELKĄ SZTUKĄ NISZOWĄ) - trudno dotrzeć do czytelników jeżeli wypowiedź „zwykłego, szarego” czytelnika „Wielcy Polscy Znawcy Komiksu”, będą obsobaczać tylko dlatego, że nie jest „w bandzie WPZK”" "„Siła nabywcza” nie wykupuje komiksów, bo jak ma wydać 60 PLN na komiks(może mieć nawet trójwymiarową okładkę i świecić w nocy) to woli kupić za to 20 piw. (Choć istnieją też tacy zwyrodnialcy, którzy wolą np. dwie książki)." "Mogę posłużyć jako przykład „zwykłego, szarego” człowieka, który lubi komiksy. Niestety nigdzie nie widzę owych komiksów. Nie mogę kupić w kiosku zeszytu w cenie paczki fajek. Gdzie ta sztuka popularna, o której mówił Rosiński? Dla kogo są tworzone komiksy? Większość moich znajomych, którzy interesują się komiksem to twórcy komiksowi! „Twórcy twórcom!”. Świetnie. Widzę w tym przyszłość i szansę na rozwój. Zdaję sobie sprawę, że są tytuły, które trafiają „pod strzechy”, ale można je zliczyć na palcach jednej ręki. Ale o jakich ja strzechach bredzę?! Wszak już 20 – 30 tysięcznych miasteczkach kupienie komiksu (nie „Kaczora Donalda”) graniczy z cudem. To co z tą popularnością sztuki popularnej? Czy jedyną odpowiedzią na to, że masy nie sięgają po komiks jest Hikikomori? Zamknięcie się we własnym światku i udawanie, że wszystko gra? Argumentowanie, że w Polsce liczy się jakość, a nie ilość, przypomina mi propagandówki rządowe przed ’39 rokiem. „Zwarci, silni i gotowi!(Oddać Polskę Hitlerowi!) Najlepsza kawaleria, najlepsze samoloty, najlepsze karabiny przeciwpancerne!” Błahahahhaa! Może najwyższy czas zauważyć, że nie jesteśmy Światową awangardą, a „niszowość” polskiego komiksu nie świadczy o jego oryginalności i wyszukanych gustach twórców oraz odbiorców. „Co to za sztuka popularna w nakładzie 500 egzemplarzy? Nie da się zrobić więcej?! Udawajmy, że to sztuka wyższa!” Straszne i żałosne." O komiksach w Sudanie: "A w Sudanie brakuje odbiorców nie tylko na komiks ale na wodę i chleb. Tego też pewnie nie zrozumiesz... Ludzie najpierw zajmują się przeżyciem a później sztuką. Dlatego w Sudanie wyszedł jeden komiks w nakładzie 4 egz i jest zaiste awangardowy. Przynajmniej tak może władza zamaskować gównianą wasalną gospodarę." I filmach w Zairze (a także wpływie różnych takich na gospodarkę): "Za wszystko winisz czytelnika za nic organizatorów i wydawców a już broń Boże wspominać o upadku przemysłu, rabunkowej prywatyzacji i zarobków 1000pln i pracy w nadgodzinach. Znamienne. Zły podły czytelnik nie interesuje się niczym. Spróbuj wyświetlić Władce Pierścieni w Zairze. Zobaczymy czy zainteresuje się nim "szeroki" widz? Może będzie ze 20 osób jak milion łebków złoży się na bilet za 20$. Cała twoja perora to wyjaśnianie, że jest dobrze a nawet lepiej, przy szczątkowych dzisiaj nakładach w stosunku do PRL oraz zerowej wiedzy szerokiego społeczeństwa. Tłumaczone to jest: awangardą, brakiem nabywców, końcem komiksu wreszcie. Doskonale łyknąłeś to co próbują wytłumaczyć ci różni ludzie, maskując swój brak miłości do komiksu, patriotyzmu, że nie wspomnę już o uczciwości oraz "podłączeniu" Polski do jakże "wyrozumiałych" gospodarek europejskich bez żadnych osłon. Nie będę już pisał do Ciebie "recept na sukces" Bo sukces już jest a przynajmniej jego propaganda. Cieszę się, że się cieszysz. Żyjemy we wspaniałych czasach a wszelkie zło mamy już za sobą. Nic się już nie zmieni a nasz sprawiedliwy system a przy nim twoja fortuna będzie trwał wiecznie. Sorry ale... To jest zwyczajnie tępe. Ty mówisz to co telewizor. Jesteś z TVN?" O wspaniałych czasach PRLu: "W PRLu komiksy wychodziły w nakładach 50 do 100 a często i więcej tysięcy i się rozchodziły. Ja kupowałem i nie musiałem mieć koneksji. Leżały w kioskach. I rozchodziły się. Widział zaś o nich każdy. Może jesteś z Turku albo Koła tam mogło być rzeczywiście źle. Ogólnie jeśli chodzi o kulturę było dużo lepiej. Rosjanie lepiej niż zachód traktowali swoje marionetki. Dodam jeszcze, że w PRLu nie robiono jak dziś komiksów propagandowych o stanie wojennym (odpowiednikiem musiałby być komiks o Leninie) i nie nakręcano sztucznie boomu na komiks historyczny zniechęcając tym samym odbiorcę. Nikt też nie umierał na ulicy i nie szperał po śmietnikach itd..." O czytelnikach komiksów: "O co mi chodzi? Nie jesteśmy rynkiem awangardowych twórców, jesteśmy rynkiem upodlonych odbiorców i to prostych produktów." Ad personam: "Nieanonimowy Turku. Kukiełko awangardowa jeżdżąca do Berlina, mekki awangardy, w dobrze wystylowanych ubrankach i z odpowiednią fryzurką. Nie denerwuj się tak. Kapitalizm się rozwinie i twoje tworki oraz Woynarwoskiego będzie można po wielu latach prania mózgów czytelników, nazwać sztuką. Tak jak w USA, ktoś wyleje kadź z metalem i mamy happening. I spływają dolarki do wielkiego artysty. Lizanie państwowego czło.. zawsze było dobrą metodą na pseudoartyzm nie martw się więc idziesz w dobrym kierunku i Woynarowski też." I na razie tyle, resztę zostawię sobie na pamiątkę, mam nadzieję, że kogoś te fragmenty rozbawiły. Próbę analizy "Mitu złotych czasów PRL" spróbuje tutaj napisać przy okazji, bo, skoro takie to wspaniałe czasy były, warto się im chyba przyjżeć trochę bliżej. No to do następnego wpisu :D |