|
To jest jakaś patologia. Nie wiem czemu się utarło w Polsce, że jak chce się coś spopularyzować to należy to robić za pomocą komiksu. Bo to obrazki, a obrazki każdy jest w stanie ogarnąć? Bo, nawet jak będzie byle co i byle jak, to i tak będzie dobrze, bo przecież to tylko komiks? Nie chce mi się tutaj pisać o komiksach reklamowych (Daniel, wprawdzie trochę po łebkach, ale wystarczająco dobrze już to zrobił http://esensja.pl/magazyn/2004/10/iso/09_31.html ), ani o sponsorowanej „nowej fali polskiego komiksu patriotyczno-historyczno-rozliczeniowego” (niech sobie dyskutują wszyscy inni na forach internetowych), zastanawiam się jednak, jak przekłada się „komiksowa inwestycja” na wymierne efekty marketingowe czy popularyzatorskie? O ile wzrosła sprzedaż wódki w okresie wydawania magazynu „Kron”? Czy kultowy „Super Chruper kontra Tabloidzi” wpłynął znacząco na sprzedaż czipsów? O ile więcej kawy piją studenci po kampanii „Superhipernescafemana”? Ilu uczniów i kombatantów stać na zakup spektakularnie wydanej Antologii „44”? Czy dziesiątki billboardów, szum medialny i sama antologia „11/11” realnie dotarły z przekazem do świadomości dzieci i młodzieży? Itd. itp. Nie wiem, ale chętnie bym się dowiedział (może kiedyś, np. jakiś komiksolog zajmie się takimi badaniami zamiast szukać dziury w całym?). Dobra, czas przejść do sedna. Wpadły mi ostatnio, w moje brudne, robotnicze łapy, fragmenty dwóch komiksów: -czeski, „Tajemstvi krasne browaznice” („Tajemnica pięknej piwowarki”?) to komiks wydawany przez pub piwny w Pradze, cztery strony w formacie A4, wydawany co dwa tygodnie. Niby nic wielkiego, ale historia dotarła już do 84-tej strony, jest jak najbardziej na temat i w dodatku ma podobno dosyć szerokie grono czytelników, którzy regularnie przychodzą do pubu, żeby zapoznać się z kolejnym odcinkiem przy kufelku piwa. Czy przypadkiem nie o to miało chodzić w tego typu komiksach? Strona pubu: http://www.uprovaznice.cz/ a potem klikać w baner na górze. -polski, „Pomsta”, oto „Dziennik Zachodni” poświęca swoje cenne pół strony, na tekst o „rewelacyjnie” zapowiadającej się komiksowej adaptacji fredrowskiej „Zemsty” przetłumaczonej na śląski. I może bym to jakoś przebolał (skoro jest musical to czemu nie komiks?), tyle tylko, że ktoś tu wspina się na wyżyny szaleństwa. Dołączone do tekstu dwie plansze to jakaś „kosmiczna pomyłka”, rysunki „grafika, malarza i pasjonata łemkowskich cerkwi” Mirosława Ogińskiego pozostawiają sporo do życzenia (ale to mogę przeżyć, w końcu nie takie koszmarki już się widziało), jednak mistrzostwem świata jest spektakularny sposób wpisania tekstu, którym posłużył się autor, otóż, w zajmujące połowę każdego kadru, dymki-gotowce (wklejone w jakimś programie do prezentacji biurowych?) wstawił on tekst gwarowego przekładu „Zemsty”, i żeby nie było większych problemów na linii tekst-obraz, w każdym z tych dymków wypowiedź zaczyna się od czarnej „wizytówki” identyfikującej postać wypowiadającą kwestię (CZEŚNIK: bla, bla… DYNDALSKI: bla, bla… itd.). W kontekście deklaracji scenarzysty o „podjęciu nowatorskiej inicjatywy, bo kultura potrzebuje świeżych pomysłów”, próbka komiksu robi piorunujące wrażenie. http://siemianowiceslaskie.naszemiasto.pl/wydarzenia/809284.html „Gdyby Fredro żył, to pewnie cieszyłby się, że chcemy rozpropagować jego dzieło” kończy swoją wypowiedź scenarzysta Marian Makula. A ja się grzecznie pytam, co wam zawinił pan hrabia, że tak go poniewieracie? |