|
Kolejny kamyk do ogródka „komiksów realistycznych”, w myśl zasady „wyżej dupy nie podskoczysz”, czyli dlaczego nie mam ciśnienia na robienie tego typu komiksów (i dlaczego mam naprawdę wiele pokory przy takich komiksach), a jednocześnie dlaczego bawią mnie deklaracje ludzi, którym wydaje się, że już są mistrzami. „Zwykły”, obyczajowy komiks „made in USA” „Carol Day” Davida Wrighta http://www.carol-day.com/index.html Lubicie czarnobiałe, wycyzelowane grafiki Moebiusa i Cazy? Ja uwielbiam, chociaż już bez tego bogobojnego szacunku sprzed lat. W styczniu minęła 37 rocznica śmierci Virgila Finlaya, i z tej okazji warto sprawdzić skąd czerpali inspirację giganci współczesnego komiksu europejskiego: http://www.robertweinberg.net/art.htm http://www.artcyclopedia.com/r/imagenetion-virgil-finlay.html http://www.bpib.com/illustrat/finlay.htm Przyszedł w końcu „Arrival” Tana Shauna i … no trochę na kolanach, znam z sieci fragmenty jego rzeczy, mam w domu jedną z wcześniejszych publikacji, czyli „The Lost Thing”, ale „Arrival” to zupełnie inna bajka. Pięknie wydany (powiększone A4, kreda, full kolor, twarda, wytłaczana okładka itp.) album komiksowy z pozornie prościutką fabułą. Mam wrażenie, że większość ludzi zapomniała, czym kiedyś było (i dzisiaj wciąż jeszcze trochę jest) USA. Emigracja, nowy początek, nowa ziemia obiecana, coś co dzisiaj brzmi trochę trywialnie, dla Shauna stało się punktem wyjścia do opowiedzenia historii. Ale żeby nie było tak łatwo i prosto całość podana jest w gęstym, surrealistycznym sosie bliskim wizjom Dali’ego i Rene Magritte’a. Dzięki zabiegom formalnym Shaun dystansuje się od Ameryki w naszej rzeczywistości, u niego USA to kraj, w którym Indianie płynnie zasymilowali się z naszą cywilizacją (wszechobecna architektura stylizowana na indiańskie tipi), nowi przybysze mają świadomość, że nie są rdzennymi mieszkańcami tego lądu tylko cywilizacją emigrantów (w porcie wita ich rzeźba dwóch witających się emigrantów zamiast Statuy Wolności), a „Nowy Świat” jest naprawdę nowy, inne rośliny, inne zwierzęta (domowe oczywiście), lewitujące statki-pojazdy, „windy balonowe” itp. Całość dopełniają piękne (i mroczne) kilkustronicowe historie z rodzimych krain emigrantów, których napotyka na swojej drodze główny bohater komiksu. Piękny komiks, i w dodatku bez żadnego słowa, co czyni go jeszcze piękniejszym. |