| Jak to się robi? |
2007-08-11 11:47:07 |
onieważ Maciek Pałka stwierdził, że podyskutowałby z moim poprzednim wpisem, ale mu się nie chce, to spróbuje sam sobie trochę podyskutować, a właściwie zastanowić się nad atrakcyjnością krajowej twórczości w kontekście dokonań ludzi z innych krajów byłego bloku wschodniego.Alex Maleev (ur. 1971, Bułgaria) , wyjechał do USA w 1994 roku, przez cztery miesiące uczył się w szkole Joe Kuberta (wcześniej skończył ASP w Sofii), pomimo charakterystycznego i dosyć oryginalnego stylu rysunku (nawiązującego trochę do Billa Sienkiewicza) bardzo szybko odnalazł się na amerykańskim rynku a jego wersje „The Crow” („Dead Time” i „Flesz & Blood”) i „Daredevila” to nie tylko graficzne perełki ale i komercyjne sukcesy.Zdecydowanie amerykańska „pierwsza liga” a nie „trzecia” i to przy zachowaniu własnego, oryginalnego stylu.Maleev w internecieIgor Kordey (ur. 1957, Chorwacja), weteran chorwackiej sceny komiksowej, na zachodzie zaczął się przebijać pod koniec lat 80-tych, współpracował min. z francuskimi wydawnictwami Les Humanoides Associes i Dargaud, a później z amerykańskimi Dark Horse i Marvel.Jego styl ewoluuje, jednak nadal pozostaje charakterystyczny i rozpoznawalny na pierwszy rzut oka, co można zresztą zobaczyć na kartach najnowszej, wysoko notowanej serii komiksowej „Smoke” (IDW).Tomaz „TCB” Lavric (ur. 1964, b. Jugosławia), podobno pierwszy komiksowy twórca ze Słowenii, który opublikował swoje prace we Francji (w wyd. Glenat, z którym zresztą współpracuje do dziś). Jeden z prawdziwych gigantów, bo zmienia style i konwencje rysunku jak rękawiczki zachowując przy tym swój rozpoznawalny i oryginalny charakter.Od undergroundu („Ratman”), przez artystyczne eksperymenty („Ślepe Słońce”) i komiksy odwołujące się do wydarzeń na Bałkanach („Bośniacka Baśń”, „Europa”) aż do czysto komercyjnych projektów („Dekalog”, „Lome”), ten człowiek robi swoje i pozostaje sobą.Daniel Zezelj (ur 1966, Chorwacja), kolejny gigant o bardzo charakterystycznym stylu, współpracuje z wydawnictwami we Włoszech (Editori del Grifo), w USA (min. DC) i Francji (Mosquito) i pomimo specyficznej, undergroundowej krechy odnajduje się zarówno robiąc „Batmana” jak i w ambitniejszych, artystycznych projektach typu „Stray Dogs”.Igor Baranko (ur. 1970, Ukraina), człowiek, którego nie trzeba chyba u nas nikomu przedstawiać, na zachodzie współpracował min. z amerykańskim SLG („Pifitos”, „Skaggy the Lost”) a w chwili obecnej bryluje na kartach swoich albumów wydawanych przez francuskie Humanoidy („L’Empereur Ocean”, „Danse du Temps” i do scenariusza Dionneta kontynuuje „Exterminatora 17”), co ciekawe jedyny kompromis jaki popełnił (czyli „Exterminator”) wypada znacznie słabiej niż jego oryginalne, autorskie komiksy.Wszyscy w/w zachowali swój styl i odnoszą na zachodzie sukcesy nie szukając sobie miejsca w „trzeciej lidze” (jasne, że sporadycznie „się dostosowują” jak Baranko, Kordey czy Zezejl, jednak to „dostosowywanie się” najczęściej wychodzi im bokiem i trzymają się jednak swojej oryginalności).Oczywiście można tutaj przytoczyć przykłady takich twórców jak Jigounov czy Janjetov, tyle tylko, że ci ludzie nie zmieniali swojego stylu pod kątem rynku zachodniego, tylko od początku pracowali w takich konwencjach graficznych w jakich poruszają się do dziś (ba, Jigounov w komiksach robionych jeszcze w Rosji prezentuje znacznie staranniejsze rysunki niż w wydawanej we Francji serii „Alpha”).Jeśli kogoś interesuje kariera na zachodzie, to najczęściej musi się liczyć z emigracją (przynajmniej czasową), praktycznie wszyscy w/w przebili się będąc na miejscu i jeśli nawet któryś z nich wrócił do rodzinnego kraju, to miał już ustaloną pozycję w danym wydawnictwie (np. Baranko).Jeśli ktoś próbuje patrzeć na taka karierę przez pryzmat naszych, krajowych twórców, to warto pamiętać, że np. Gawronkiewicz startował z pozycji zwycięzcy międzynarodowego konkursu, przed Mirosławem „Mirasem” Urbaniakiem, Maćkiem Mazurem czy Irkiem Koniorem jeszcze długa droga, Szymon Kudrański powolutku coś tam realizuje itd.Ale wszyscy oni robią to po swojemu, ewoluując w ramach własnego, wypracowanego stylu a nie zmieniając go pod dyktando wydawców.Droga, która sugerują tacy twórcy jak Piotr Kowalski czy Nikodem Cabała, to moim zdaniem ślepy zaułek, grożący zniknięciem w zalewie identycznych, poprawnych graficznie, czysto rzemieślniczych komiksów, których setki, tysiące powstaje rocznie na całym świecie.I nawet jeśli takie komiksy cieszą poparciem wielu wydawnictw i rzesz czytelników, to, jak dla mnie, nie tędy droga.Chyba, że ktoś podchodzi do komiksu jak do składania samochodów na taśmie produkcyjnej albo wylewania asfaltu na drodze (w końcu ktoś to musi robić), warto jednak pamiętać, że przy takim podejściu zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi taki komiks taniej, szybciej i równie bezosobowo.Nie jestem wrogiem takich komiksów, ale nie jestem też ich zwolennikiem, a tym bardziej nie rozumiem propagowania przez ich autorów i czytelników takiego podejścia do komiksu, jako jedynej słusznej i wartościowej drogi.Swego czasu, w prywatnej rozmowie, pewien krajowy twórca, którego sobie bardzo cenię, podsumował temat mniej więcej w takim stylu: „na twórców z Bałkanów ludzie patrzą przez pryzmat Bilala, na Czechów i Słowaków przez pryzmat Saudka a Polacy są (niestety) postrzegani tylko i wyłącznie przez pryzmat Rosińskiego”.Taka karma.Osoby zainteresowane „wschodnimi komiksiarzami na zachodnim rynku” zachęcam do pogooglania sobie za takimi nazwiskami jak: Bojan Kovacevic, Darco Macan, Milan Jovanovic, Boromir Pavlovic, Branislav “Bane” Kerac, ZeljkoPahek, Darko Perovic, Goran Parlov, Esad Tomislav Ribic, Drazen Kovacevic, Aleksa Gajic. |
Komentarze [0]
|
|
» Archiwum
» O autorze
» Linki
|