Dwa w jednym 2007-11-25 10:06:17

Wirtualna rzeczywistość, po raz kolejny wkracza z butami w nasz świat, bo oto, w ramach promocji nowego Batmana, Warner wrzucił na sieć gazetę „The Gotham Times”  http://www.thegothamtimes.com/page1.htm , co może nie byłoby większym halo, gdyby nie fakt, że pojawiła się wersja tejże gazety w wykonaniu Jockera („The HaHaHa Times”)   http://www.thehahahatimes.com/default.htm .

Ciekawe co będzie dalej?

Blog Jockera?

Forum dyskusyjne szpitala Arkham?

 

Z innej beczki, nie przyłączyłem się do dyskusji na temat wydawanej przez Timofa „Bi Bułki” (z braku czasu a nie chęci), która przerodziła się, jak zwykle,  w jałową dysputę o tym co powinno a czego nie powinno się wydawać.

Z mojej strony tylko dwa argumenty:

Po pierwsze, szwajcarski twórca Ibn al Rabin http://www.atrabile.org/ibn-al-rabin/main.html

Miałem przyjemność zobaczyć działanie jego „Fabryki fanzinów” i powiem szczerze, że jest to znacznie bardziej efektywne i efektowne niż jakiekolwiek „klasyczne” warsztaty prowadzone przez „znanych i uznanych”.

Facet wydał właśnie album „Autre fin du monde”, prawie 1100 stron zabaw różnorakich z materią komiksu (oczywiście w czerni-bieli) i gdyby miał pecha i urodził się nie w Szwajcarii tylko w Polsce, to zapewne płonąłby teraz na stosie własnych komiksów, ułożonych z pasją przez naszych wielbicieli „jedynej słusznej wizji komiksu”.

 

Po drugie, po obejrzeniu potężnego pakietu krótkich filmów animowanych (pozdrowienie dla Weegee i całej ekipy łódzkiej filmówki), bardzo chętnie skierowałbym takich ludzi jak Maciej Pałka, Paweł Gierczak i wielu innych, bezpośrednio do absolwentów łódzkiej uczelni, taka sama tematyka, sposób postrzegania i estetyka, tyle, że medium znacznie bardziej „komercyjne” (chociaż efekty „kisza się” w archiwach), jednak, gdyby zgrać tego typu działania, dogadać ludzi z branży komiksowej i animacji, to może udałoby się w końcu wyjść poza „komiksowe bagienko” i trafić „pod strzechy”?     

Tak jak to się dzieje w innych krajach.

W końcu, podobno, mieszkamy w Europie, więc może będzie jeszcze normalnie, a nie tak jak zwykle to u nas bywa?

Komentarze Komentarze [3]



"Cienie" takie i owakie 2007-11-10 22:15:19

Na początku (czyli jakieś 100 lat p.n.e.) był sobie azjatycki teatr cieni (różne źródła podają, że powstał albo w Chinach albo w Indiach), animowane za pomocą kijków lub drutów lalki, wykonane ze skóry lub papieru,  podświetlano od tyłu, a uzyskany w ten sposób cień „wyświetlano” na ekranie.

W różnych formach (lalki, laki mechaniczne, cienie rzucane przez dłonie i w końcu żywi aktorzy) teatr cieni przetrwał do dziś.

Taka „technika cieni” jest nie tylko bardzo tania ale pozwala na wizualizację praktycznie wszystkiego co człowiekowi przyjdzie do głowy. Już w 1923 roku zrozumiała to niemiecka twórczyni Lotte Reinger (http://www.awn.com/mag/issue1.3/articles/moritz1.3.html), realizując swoje pełnometrażowe animacje (min. „The Adventures of Prince Achmed”, „Dr. Dolittle”) właśnie za pomocą stylizacji na „lalkowy teatr cieni”.

Z tego co się orientuję, to aż do jej śmierci (w 1981 roku), pozostawała ona jedynym twórcą, który wyszedł z taką estetyką poza ramy teatru (nie licząc oczywiście sporadycznie pojawiających się ilustracji książkowych i telewizyjnych teatrów dla dzieci).

Gdzieś w okolicach 2001 roku na scenę wkracza francuski rysownik komiksów Stephane Blanquet (http://www.blanquet.com/), facet jest jednym z najbardziej pojechanych kolesi tworzących obecnie we Francji (co zresztą możecie sobie sami sprawdzić na jego stronie, szczególnie polecam dział „wystawy” i „body painting”), nie dziwi więc fakt, że wykorzystał „cienie” do realizacji totalnie pokręconych makabresek takich jak „La nouvelle aux pis” (wyd. Cornelius) czy eksperymentalne „Le Fond du Jardin” (wyd. B.u.l.b comix).

Oczywiście Blanquet nie ogranicza się do tej jednej konwencji graficznej, często nawiązuje do klasycznej estetyki komiksowego undergroundu, maluje gwaszem, robi collage i stylizowane fotografie, ogólnie dużo dziwnych, wydawanych na różne sposoby, rzeczy (których jakość edytorska zachwyciłaby zapewne nie tylko Jarka Składanka), namiastką jego zakręconej wyobraźni jest chociażby, znana u nas niektórym, „dwustronna” okładka  słoweńskiego „Warburgera”.  

Ciekawe, kiedy polscy wydawcy odważą się sięgnąć po twórczość tego autora.

A wracając do głównego tematu dzisiejszego wpisu, konwencja „teatru cieni” pojawiła się ponownie w 2005 roku, pod postacią nominowanego rok później do Oscara (w kategorii „krótki film animowany”) filmu „The Mysterious Geographic Explorations of Jasper Morello” (http://www.jaspermorello.com/gazette/) . Świetna, mroczna i bardzo klimatyczna, steampunkowa fabuła, połączona z bardzo oryginalną animacją 3D, w której „płaskie cienie” narzucono na trójwymiarowe bryły.  Warto, cholernie warto zobaczyć i przekonać się, że tego typu animacja to nie tylko pogoń w naśladowaniu rzeczywistości w wykonaniu Pixara i innych hollywoodzkich gigantów.

Komentarze Komentarze [0]



"co tam panie na emigracji?" 2007-11-02 00:24:40

A dzisiaj dwa sznureczki do blogów.

Matt Dembicki, to syn polskich emigrantów, który od dłuższego czasu działa na amerykańskiej „scenie niezależnych”, samodzielnie wydaje zarówno prace różnych twórców (min. zina „Attic Witt”, którego czwarty numer (UWAGA, LANS!) p.t. „Polish Anthology”, z udziałem Rafała Gosienieckiego, Krzycha Kałuszki, Mariusza Zawadzkiego, mojej nieskromnej osoby i samego Matta, załapał się swego czasu na nominację do nagrody „Howard E. Day Prize”) jak i samodzielne, autorskie albumiki („Mr. Big”), pojawia się tez w amerykańskich antologiach („SPX”), , bardzo sympatyczny człowiek, który robi swoje i po swojemu, a zresztą, sprawdźcie sobie sami:

 http://threecrowspress.blogspot.com/

Tomasz Kaczyński to dla mnie lekkie zaskoczenie, podobnie jak Marzena Sowa emigrował (z rodzicami) w latach 80-tych, tyle, że do USA i teraz, powolutku zaczyna się tam przebijać na scenie niezależnej (min. komiks „100,00 miles” w magazynie „Backwards City Review” i autorska, trzyczęściowa miniseria: „Trans-Alaska”, „Trans-Siberia”, „Trans-Atlantis”).

Co ciekawe, on sam dopiero niedawno odkrył, że w rodzinnym kraju coś się jednak dzieje na scenie komiksowej (dzięki podlinkowanemu u nas swego czasu na blogu KG tekstowi  Henry’ego Jenkinsa).

Chyba warto poobserwować co tam sobie Kaczyński dłubie:

http://www.transatlantis.net/blog/

Komentarze Komentarze [0]



» Archiwum



» O autorze


» Linki