comeback 2008-01-30 16:25:45
Wracamy na stare śmieci (co jednak nie zmienia mojej opinii o nietrwałości wszystkiego co w sieci)No dobra, do rzeczy:Na pierwszy strzał coś, co po wygranej pewnej babki, która suszyła swojego kota w mikrofalówce, może, wbrew zamierzeniom autora, wcale nie być śmieszne.Instrukcja obsługi dziecka:

http://waysofseeing.livejournal.com/197628.html

  Secundo:Obym był fałszywym prorokiem, ale obserwując to co wyprawiają chińczycy, mam coraz większe obawy w kwestii komiksu mainstreamowego. To, że chińska delegacja, nakupiła w Angouleme, za państwowe pieniądze, licencji na komiksy i filmy animowane za 11 milionów euro, to jedynie sygnał, że zwietrzyli nowy biznes. Ale to, że pod państwowym patronatem hoduje się w Chinach rzesze twórców, którzy mozolnie i masowo uczą się robić „nowoczesne komiksy”jest zdecydowanie niepokojące. Estetyka, stanowiąca mieszankę japońskiej mangi, europejskiego mainsteramu i amerykańskich action comics, wykonana z chińską szybkością i precyzją, tak na chwilę obecną zaczyna wyglądać to co powstaje w azjatyckim mrówkolandzie.Materiały wzorcowe właśnie sobie zakupili, przygotowania do inwazji trwają od kilku lat (pogooglajcie sobie za „chinese comics”) i jeśli nawet nie zaleją świata swoimi produkcjami, to i tak za jakiś czas może się okazać, że chiński rysownik jest szybszy, lepszy technicznie i tańszy od większości rzemieślniczych mainstreamowców z Europy czy USA.A tak swoją drogą, warto by było uświadomić autorom i wydawcom, którzy tak chętnie biorą kasę od chińskiego rządu, że cenzurowanie np. przygód „Tintina” to nie był sporadyczny przypadek drobnego korygowania niewygodnej zaszłości , tylko świadome działanie aparatu bezpieczeństwa. Tam wciąż jest komunistyczna dyktatura, zamordyzm i masowe pranie mózgów, a człowiek jest traktowany co najwyżej, jak w pełni wymienialny, najmniejszy trybik w maszynie.I  żadna kasa tego nie zmieni.    Tertio:Lubię obserwować co porabiają ludzie, z którymi gdzieś tam zetknąłem się wrzucając swoje bazgroły do różnych międzynarodowych antologii.Squaz, czyli Pasquale Todisco, to jeden z ciekawszych włoskich twórców,  wprawdzie konwencja jego rysunków przypomina prace takich artystów jak Chris Ware czy Charles Burns, jednak Squaz robi coś, co zdecydowanie odróżnia go od amerykanów. Bo precyzyjne, wręcz barokowe, prace Ware’a czy Burns’a są bardzo statyczne, dynamika w ich komiksach wynika z przemyślanej kompozycji i kadrowania, zaś Squaz, stosując równie precyzyjną technikę dynamizuje każdy rysunek za pomocą, czasami wręcz ekstremalnych, skrótów perspektywicznych  i zniekształcania proporcji, co sprawia wrażenie, jakby postacie wręcz chciały wyskoczyć z ramek kadrów.

Kilka linków, bo strony autorskiej niestety nie ma:

http://www.exibart.com/profilo/imgpost/rev/610/rev36610(1)-ori.jpg

http://www.exibart.com/profilo/imgpost/rev/626/rev42626(1)-ori.jpg

http://www.ljudmila.org/stripcore/warburger/squaz.htm

http://www.ljudmila.org/stripcore/sb25/squaz.htm

http://www.inguine.net/kufia/volx7.htm

http://www.iukiuk.com/index.php?module=Pagesetter&func=viewpub&tid=6&pid=38

http://www.iukiuk.com/index.php?module=Pagesetter&func=viewpub&tid=6&pid=25

http://photos1.blogger.com/x/blogger/2234/3325/1600/140603/Spaghetti-pag.2.jpg

A jak już ktoś pojedzie sobie na wycieczkę do Włoch, to zawsze można wstąpić do jakiejś księgarni i zakupić np. takie coś:

http://www.fernandel.it/index.php?option=com_jbook&task=view&Itemid=99999999&catid=17&id=11

mam dziwne wrażenie, że nie będą to źle wydane pieniądze.

Komentarze Komentarze [3]



Może mnie jednak krew nie zaleje? 2008-01-19 12:22:02

To jest jakaś patologia.

Nie wiem czemu się utarło w Polsce, że jak chce się coś spopularyzować to należy to robić za pomocą komiksu. Bo to obrazki, a obrazki każdy jest w stanie ogarnąć? Bo, nawet jak będzie byle co i byle jak, to i tak będzie dobrze, bo przecież to tylko komiks?

Nie chce mi się tutaj pisać o komiksach reklamowych (Daniel, wprawdzie trochę po łebkach, ale wystarczająco dobrze już to zrobił   http://esensja.pl/magazyn/2004/10/iso/09_31.html ), ani o sponsorowanej „nowej fali polskiego komiksu patriotyczno-historyczno-rozliczeniowego” (niech sobie dyskutują wszyscy inni na forach internetowych), zastanawiam się jednak, jak przekłada się  „komiksowa inwestycja” na wymierne efekty marketingowe czy popularyzatorskie?

O ile wzrosła sprzedaż wódki w okresie wydawania magazynu „Kron”?

Czy kultowy „Super Chruper kontra Tabloidzi” wpłynął znacząco na sprzedaż czipsów?

O ile więcej kawy piją studenci po kampanii „Superhipernescafemana”?

Ilu uczniów i kombatantów stać na zakup spektakularnie wydanej Antologii „44”?

Czy dziesiątki billboardów, szum medialny i sama antologia „11/11” realnie dotarły z przekazem do świadomości dzieci i młodzieży?

Itd. itp.

Nie wiem, ale chętnie bym się dowiedział (może kiedyś, np. jakiś komiksolog zajmie się takimi badaniami zamiast szukać dziury w całym?).

 

Dobra, czas przejść do sedna.

Wpadły mi ostatnio, w moje brudne, robotnicze łapy, fragmenty dwóch komiksów:

-czeski,  „Tajemstvi krasne browaznice” („Tajemnica pięknej piwowarki”?) to komiks wydawany przez pub piwny w Pradze, cztery strony w formacie A4, wydawany co dwa tygodnie. Niby nic wielkiego, ale historia dotarła już do 84-tej strony, jest jak najbardziej na temat i w dodatku ma podobno dosyć szerokie grono czytelników, którzy regularnie przychodzą do pubu, żeby zapoznać się z kolejnym odcinkiem przy kufelku piwa.

Czy przypadkiem nie o to miało chodzić w tego typu komiksach?

Strona pubu:

http://www.uprovaznice.cz/

a potem klikać w baner na górze.

 

-polski, „Pomsta”, oto „Dziennik Zachodni” poświęca swoje cenne pół strony, na tekst o „rewelacyjnie” zapowiadającej się komiksowej adaptacji fredrowskiej „Zemsty” przetłumaczonej na śląski.

I może bym to jakoś przebolał (skoro jest musical to czemu nie komiks?), tyle tylko, że ktoś tu wspina się na wyżyny szaleństwa. Dołączone do tekstu dwie plansze to jakaś „kosmiczna pomyłka”, rysunki „grafika, malarza i pasjonata łemkowskich cerkwi” Mirosława Ogińskiego pozostawiają sporo do życzenia (ale to mogę przeżyć, w końcu nie takie koszmarki już się widziało), jednak mistrzostwem świata jest spektakularny sposób wpisania tekstu, którym posłużył się autor,  otóż, w zajmujące połowę każdego kadru, dymki-gotowce (wklejone w jakimś programie do prezentacji biurowych?) wstawił on tekst gwarowego przekładu „Zemsty”, i żeby nie było większych problemów na linii tekst-obraz, w każdym z tych dymków wypowiedź zaczyna się od czarnej „wizytówki” identyfikującej postać wypowiadającą kwestię (CZEŚNIK: bla, bla… DYNDALSKI: bla, bla… itd.).

W kontekście deklaracji scenarzysty o „podjęciu nowatorskiej inicjatywy, bo kultura potrzebuje świeżych pomysłów”, próbka komiksu robi piorunujące wrażenie.

 http://siemianowiceslaskie.naszemiasto.pl/wydarzenia/809284.html

„Gdyby Fredro żył, to pewnie cieszyłby się, że chcemy rozpropagować jego dzieło” kończy swoją wypowiedź scenarzysta Marian Makula.

A ja się grzecznie pytam, co wam zawinił pan hrabia, że tak go poniewieracie?

Komentarze Komentarze [3]



"nasze-bagienko.pl" 2008-01-18 16:40:50

Za chwilę festiwal w Angouleme, warto więc zajrzeć na stronę z pięćdziesięcioma nominowanymi w tym roku albumami (UWAGA! Wielbiciele końskich pleców, lokomotyw w biegu i wyznawcy teorii o ułomności polskiego komiksu względem zachodniego, w którym, jak powszechnie wiadomo, liczy się tylko i wyłącznie mainstream, mogą mieć problem ze znalezieniem czegokolwiek „godnego uwagi”):

http://essentielfnacsncf.bdangouleme.com/index.php?page=selection

Z pewna satysfakcją wypatrzyłem tam kilku autorów i kilka tytułów, o których zdarzyło mi się wspomnieć na blogu.

 

                                                                                     *  *  *

Ciekawe kiedy wybitne grono psychologów, zajmujących się od pewnego czasu ułomnością psychiczną osób zalogowanych na „naszej-klasie”, odkryje kolejną „zakompleksioną” grupę użytkowników? Zapewne za chwilę, bo nawet w 6-cio milionowym tłumie trudno nie zauważyć kolesi, którzy do zdjęć w awatarach nakładają sobie jakieś dziwne rzeczy na głowę (np. hełm Vadera albo kapelusz klauna), albo wstawiają rysowane „autoportrety” lub też robią naprawdę dziwne miny (Garfield  w wykonaniu Kamila Ś. to dla mnie mistrzostwo świata).

 

                                                                                     *  *  *

Mój system percepcji właśnie odmówił posłuszeństwa po zapoznaniu się z treścią maila o nadchodzącym „sympozjum komiksologicznym”:

-     Czy w przypadku komiksu można w ogóle mówić o „zjawisku artystycznym”?-     Czy twórczość komiksową (w aspekcie ogólnym) i status kreowanych dzieł cechuje specyfika - odróżniająca je od sytuacji w innych formach przekazu (gatunkach, mediach)? Jak rozumieć tę specyfikę? Problem istoty „strywializowanego medium”: komiks jako tworzywo, forma, przekaz – między artyzmem a kiczem.-     Jak gatunkowa natura komiksu (narracyjna jedność ikono-lingwistyczna, będąca przejawem synkrazji i korespondencji sztuk), uwarunkowuje kwestię ujmowania go w kategoriach zjawiska artystycznego? Co to oznacza w sensie teoretycznym i praktycznym - próba analizy, eksplikacji i egzemplifikacji.-     Komiks (nie tylko w Polsce) – pośród innych sztuk, mediów, gatunków - na tle kultury współczesnej, narodowej, masowej (w tym, np.: komiks jako „najzabawniejsza ze sztuk” i „obszar realizacji marzeń”; komiks w sztuce – sztuka w komiksie; wykorzystanie i „obecność” komiksowych dzieł w literaturze, sztukach plastycznych, filmie).-     Historia i specyfika Komiksu Polskiego oraz polska twórczość komiksowa z perspektywy dokonań, stylów, tendencji i trendów w Komiksie Światowym – wpływy i różnice (w tym, np.: określenie i charakterystyka wyznaczników Polskiej Szkoły Komiksu oraz anty-artystyczne konsekwencje merkantylizacji komiksowego rynku wydawniczego w Polsce).-     Status obecny i kierunki rozwoju komiksu w Polsce (w tym, np.: sytuacja „komiksu artystycznego”; polski komiks „post-undergroundowy” wobec mistrzów i dzieł „komiksu mainstreamowego”; problem bezwartościowości utworów wobec perspektyw nobilitacji gatunku; zagadnienie niewspółmierności „megalo-narcyzmu” młodych polskich komiksiarzy do rzeczywistych osiągnięć artystycznych – w kontekście ponadczasowej wartości prawdziwych dokonań w ramach gatunku).-     Problemy komiksologii jako odrębnej dyscypliny wiedzy (w tym, np.: refleksja naukowa a „pro-kultowa” pseudo-krytyka) – w kontekście analiz dotyczących problematyki „artystyczności” komiksu. 

Chyba jestem z jakiejś innej planety, bo kompletnie nie rozumiem, o co tu chodzi?

 

I tyle na dzisiaj, idę dalej bazgrać „megalo-narcystyczny” komiks, który na szczęście nie będzie żadnym prawdziwym ani nieprawdziwym dokonaniem w ramach gatunku.

Komentarze Komentarze [8]



Kawka przy Kafce 2008-01-10 12:47:16

Franz Kafka był dosyć pojechanym kolesiem.

Niemieckojęzyczny pisarz pochodzenia żydowskiego, od urodzenia mieszkający w czeskiej Pradze. Wegetarianin wyznający antropozoiczną teorię Steinera. Doktor nauk prawnych pracujący w odpowiedniku naszego ZUSu. Współwłaściciel fabryki azbestu. Do 35-tego roku życia mieszkał z rodzicami, a w tzw. międzyczasie współżył z kilkoma partnerkami w wolnych związkach (akcent polski, jego ostatnia kobieta, Dora Diamant była z Pabianic).

Za życia opublikował kilka zbiorów opowiadań, nakłady w granicach 1000 egz., które jednak nie sprzedawały się zbyt dobrze (ukłon w stronę naszych „sieciowych znawców” oceniających wartość utworu po wynikach jego sprzedaży). W testamencie nakazał spalić wszystkie swoje teksty, jednak jego przyjaciel, Max Brod zachował wszystkie i doprowadził do ich publikacji (tak to już jest, cholera, z przyjaciółmi).

„Proces”, „Zamek”, „Ameryka” i do tego kilka opowiadań plus dzienniki.

Niby niewiele, ale warto sobie uświadomić, że gdyby nie Max Brod, to Kafka byłby od dawna zapomnianym autorem kilku opowiadań.

 

No dobra, mamy XXI wiek, Kafka od dawna znany i uznany, w kanonie literatury, w encyklopediach i w spisach lektur szkolnych, Kafka w teatrze, w filmie, w sieci no i oczywiście w komiksie.

I tu pojawia się problem, bo jak wiadomo komiksy są dla dzieci.

A jak dla dzieci, to już w oficjalnych opracowaniach pojawiać się oczywiście nie może.

 

Ze wszystkich portali zajmujących się twórczością Kafki i jej adaptacjami na inne media, jedynie „The Kafka Project” http://www.kafka.org/index.php?help zauważa „Kafkę w komiksie” w postaci „Introducing Kafka” Mairowitza i Crumba oraz pojawiających się w rogu strony banerach albumów Kupera.

Praktycznie wszystkie inne portale traktują komiks, w odróżnieniu od teatru czy adaptacji filmowych, jak powietrze.

I trochę szkoda, bo jak już ktoś jest na tyle zdeterminowany, że bierze się za przenoszenie prozy Kafki na język komiksu, to najczęściej jest to przynajmniej interesujące:

-„Introducing Kafka” (czyli „Kafka dla początkujących”) sc. David Mairowitz, rys. Robert Crumb

sznurek do czeskiej edycji:

http://komiks.cz/clanek.php?id=832

 

-„The Metamorphosis” i „Give It Up!” Peter Kuper

sznurek do animacji z tego pierwszego:

http://www.randomhouse.com/crown/metamorphosis/

 

-„L’Amerique” Daniel Casanave i Robert Cara (docelowo 3 tomy)

http://www.pastis.org/jade/cgi-bin/reframe.pl?http://www.pastis.org/jade/novembre/topvain.htm

http://www.pastis.org/jade/jan07/ameriqueT2/ameriquet2.htm

 

 -„Le Chateau” Olivier Deprez

http://www.fremok.org/livres/lechateau.html

 

A na naszym, rodzimym podwórku, może trochę skromniej, niemniej warte zauważenia dwa komiksy:

„„Zamek” Franza Kafki jako antymodel administracji” Macieja Pałki

http://esensja.pl/magazyn/2004/08/iso/09_10.html

oraz  nagrodzona na festiwalu COM.X „Kolonia karna” Jakuba Woynarowskiego

http://www.digart.pl/praca/1398301/Kolonia_karna.html

 

Jest w tym jakaś ironia losu, że ludzie popularyzujący twórczość niedocenianego za życia autora, bojkotują medium, które w świetny sposób adaptuje jego dokonania.

Ech, szkoda gadać.

 

Acha, a jak ktoś już będzie w Pradze to polecam rzeźbę, która mnie osobiście zachwyciła:

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4b/Kafka_monument.jpg

Komentarze Komentarze [2]



Żeby było śmieszniej... 2008-01-04 23:45:00

Jestem leniwy, nie mam czasu (bo usiłuję skończyć album komiksowy i wziąć się porządnie za kolejny) i w dodatku posługuję się komputerem jak młotkiem, i dlatego przepraszam, ale w najbliższym czasie wygląd tego bloga nie ulegnie zmianie, nadal będzie topornie i nieładnie, i Karol, oraz wszyscy inni, których to razi, muszą sobie, niestety, jakoś z tym poradzić.

 

A teraz „pora na Telesfora”:

Jeśli komuś marzy się  bycie gwiazdą za oceanem, ale przerażają go wymagania tamtejszych wydawców, jak również fanatycznym wielbicielom „chłopaków w rajtuzach”  polecam lekturę takiej wesołej stronki o dokonaniach Roba Leifelda:

http://progressiveboink.com/archive/robliefeld.html

Wizjonerom, dla których nasza rzeczywistość to za mało, pozwolę sobie zasugerować karierę komiksową w Second Life (nie mam zielonego pojęcia po co, ale zdaje się, że potencjał na zrobienie komiksowej kariery i kasy jest tam większy, przynajmniej na razie, bo to „coś nowego”)

http://www.secondlifeinsider.com/2007/08/10/create-comics-directly-in-second-life/

 

Do poczytania na sieci:

taki „Batman” na przykład:

http://www.joshuahallsimmons.com/batman.html

a, szczególnie dla scenarzystów, „Jak przetrwać pisanie komiksowej cegły”:
http://firstsecondbooks.typepad.com/mainblog/2007/12/how-to-survive.html

i jeszcze Paul Pope werbalizuje kilka tez, które krążą od wielu lat w świadomości twórców i czytelników. Na pewno nie jest to jedyna droga, która rozwija gatunek, niemniej taki apel wydaje się sensowny i inspirujący, a przynajmniej wart szerszej dysputy:

http://firstsecondbooks.typepad.com/mainblog/2007/12/from-the-drawin.html

oraz małe co nieco dla wielbicieli „Ranxeroxa”:

http://www.lucy-bd.com/

 

W ramach retrospektywy, dwie rzeczy, których niestety nie udało mi nabyć w ubiegłym roku:

Pierwsza, ze specjalna dedykacją dla badziewiarzy z empik.com, którzy potrafią przyjąć zamówienie, wysłać paczkę z rachunkiem, ale już książki do tej paczki włożyć nie potrafią:

graficzne cudeńko, czyli „The Arrival” Sauna Tana  

http://www.shauntan.net/books.html

Druga, której prawdopodobnie nie dostane tak łatwo, ale jakiś krajowy wydawca mógłby się zlitować i wydać:

klasyk, czyli  Chris Ware i jeden z jego starszych komiksów „Floyd Farland, Citizen of  the Future”

http://quimby.gnus.org/warehouse/farland/farland.html

i tyle.

Komentarze Komentarze [1]



» Archiwum



» O autorze


» Linki