| Raz na cztery lata |
2008-02-29 23:05:24 |
|
Aż żal byłoby odpuścić blogowy wpis z taką datą. Na pierwszy strzał coś, co zdarza mi się tutaj sporadycznie, czyli gorąca polecanka komiksu wydanego w naszym kraju. Wprawdzie pRzYpAdKoWy blog anonsował (i lansował) Fernandesa już od dłuższego czasu, ale czym innym jest podglądanie via sieć, a czym innym kontakt organoleptyczny. „Najgorsza Kapela Świata” z Taurusa, czyli piękna schiza z bardzo wysokiej półki, kupować bez zastanowienia i czytać rozważnie i uważnie. Mam cichą nadzieję, że rzecz się na tyle przyjmie, że kolejne dwa tomy pojawią się bez problemów (uwagi edytorsko-redakcyjne pozwolę sobie tutaj przemilczeć). A o tym, że wyszedł „Berlin” Lutesa i jak cudnie jest wydany, nie muszę chyba wspominać? * * * Nie wiem czy jest sens pisać o Oscarach, bo: -po pierwsze, żałosne „widowisko” zaprezentowane w TVP w „noc oscarową” to żenada najwyższej próby, -po drugie, jak Petrov dostawał w 2000 roku statuetkę za „Starego człowieka…” to pewien znany krytyk filmowy, z niechęcią parskał pod nosem w studio, że to taka drugorzędna kategoria i właściwie niewiadomo po co, a teraz ten sam znany krytyk pojawia się na kanałach wszelakich i z przejęciem mówi o najważniejszej nagrodzie dla wspaniałego, polskiego filmu. -po trzecie, ciekawe ile osób (poza Polską oczywiście) zauważyło „polskość” „Piotrusia..” (no dobra WeeGee, nie musisz się tutaj odzywać, wiem, że każdy, kto poważnie zajmuje się animacją, i że dla SeMaFora to i tak wielki i ważny sukces, niemniej głupota polskich mediów w tej kwestii pozostaje porażająca). * * * Z fajnych rzeczy w sieci, na CBR można sobie podejrzeć, w jakich warunkach tworzą autorzy różnoracy. Są i podświetlane blaty i stoły rysownicze, monitory, skanery, tablety, piórka i „szpanerskie” cienkopisy, kolekcje na ścianach, kolekcje na półkach i multum innych smaczków: http://www.comicbookresources.com/news/newsitem.cgi?id=13165 * * * Nad Śląskiem wisi jakieś komiksowe fatum, najpierw „psychodeliczna” adaptacja „Zemsty” a teraz równie „porywająca” „Historia Śląska”. Aż sobie zacytuję: „Komiks o historii Śląska powstał w Gliwicach. Na pomysł jego wydania wpadł rysownik Artur Klose - mówi Katarzyna Sekłada z Domu Współpracy-Polsko Niemieckiej. Książkę wydano na razie w nakładzie 400 egzemplarzy. Ale cieszy się ona ogromnym zainteresowaniem, dlatego wydawcy już myślą o dodrukowaniu kolejnych.” Ręce mi opadły i nie mam nawet siły, żeby przejść te 500 metrów do DWPN i powiedzieć głośno co myślę o „rewelacyjnych pomysłach”: http://www.k-k.pl/fotki/klose/komiks.htm Czy naprawdę jesteśmy skazani na taką „popularyzację” komiksu? (najgorsze w tym wszystkim jest to, że Klose to "wybitny niemiecki twórca" a jego patent na komiksy sprzedaje się rewelacyjnie w Niemczech (już 11 tamtejszych miast ma swoje "komiksowe historie" w jego wykonaniu). A może to tylko ja jestem taki tępy i przewrażliwiony?
|
Komentarze [9]
|
| ... a śniegu to już chyba nie będzie? |
2008-02-21 23:37:04 |
|
Kolejny kamyk do ogródka „komiksów realistycznych”, w myśl zasady „wyżej dupy nie podskoczysz”, czyli dlaczego nie mam ciśnienia na robienie tego typu komiksów (i dlaczego mam naprawdę wiele pokory przy takich komiksach), a jednocześnie dlaczego bawią mnie deklaracje ludzi, którym wydaje się, że już są mistrzami. „Zwykły”, obyczajowy komiks „made in USA” „Carol Day” Davida Wrighta http://www.carol-day.com/index.html Lubicie czarnobiałe, wycyzelowane grafiki Moebiusa i Cazy? Ja uwielbiam, chociaż już bez tego bogobojnego szacunku sprzed lat. W styczniu minęła 37 rocznica śmierci Virgila Finlaya, i z tej okazji warto sprawdzić skąd czerpali inspirację giganci współczesnego komiksu europejskiego: http://www.robertweinberg.net/art.htm http://www.artcyclopedia.com/r/imagenetion-virgil-finlay.html http://www.bpib.com/illustrat/finlay.htm Przyszedł w końcu „Arrival” Tana Shauna i … no trochę na kolanach, znam z sieci fragmenty jego rzeczy, mam w domu jedną z wcześniejszych publikacji, czyli „The Lost Thing”, ale „Arrival” to zupełnie inna bajka. Pięknie wydany (powiększone A4, kreda, full kolor, twarda, wytłaczana okładka itp.) album komiksowy z pozornie prościutką fabułą. Mam wrażenie, że większość ludzi zapomniała, czym kiedyś było (i dzisiaj wciąż jeszcze trochę jest) USA. Emigracja, nowy początek, nowa ziemia obiecana, coś co dzisiaj brzmi trochę trywialnie, dla Shauna stało się punktem wyjścia do opowiedzenia historii. Ale żeby nie było tak łatwo i prosto całość podana jest w gęstym, surrealistycznym sosie bliskim wizjom Dali’ego i Rene Magritte’a. Dzięki zabiegom formalnym Shaun dystansuje się od Ameryki w naszej rzeczywistości, u niego USA to kraj, w którym Indianie płynnie zasymilowali się z naszą cywilizacją (wszechobecna architektura stylizowana na indiańskie tipi), nowi przybysze mają świadomość, że nie są rdzennymi mieszkańcami tego lądu tylko cywilizacją emigrantów (w porcie wita ich rzeźba dwóch witających się emigrantów zamiast Statuy Wolności), a „Nowy Świat” jest naprawdę nowy, inne rośliny, inne zwierzęta (domowe oczywiście), lewitujące statki-pojazdy, „windy balonowe” itp. Całość dopełniają piękne (i mroczne) kilkustronicowe historie z rodzimych krain emigrantów, których napotyka na swojej drodze główny bohater komiksu. Piękny komiks, i w dodatku bez żadnego słowa, co czyni go jeszcze piękniejszym. |
Komentarze [3]
|
| 38 |
2008-02-16 11:33:55 |
|
Zawsze mnie zastanawiało czy data urodzenia ma jakikolwiek wpływ na to co robimy. Na 99,9% każdego dnia rodzi się ktoś, kto robi np. komiksy (w końcu to tylko 365 dni), a jednak jest coś w tym, że przy jakiejś dacie pojawia się większa „kumulacja”, a przez kolejne kilka/kilkanaście dni nie ma nikogo, albo trafiają się pojedyncze „rodzynki”. William Van Horn, Art. Spiegelman i Matt Groening, czyli bardzo fajne towarzystwo jak na jeden, krótki, zimowy dzień. Jasne, że można to podciągnąć pod średnią statystyczną, czy też posłużyć się argumentem, że tego dnia urodziła się również (o zgrozo!) np. Doda, ale liczy się jeszcze koniunkcja planet i znak zodiaku w odpowiednim ascendencie, wiec kto wie, może to naprawdę działa? A nawet jeśli nie, to i tak uważam za fajną zabawę, sprawdzanie kto urodził się w tym samym dniu. * * * Coraz więcej twórców w naszym „komiksowym bagienku” deklaruje niechęć/odejście od komiksowych shortów, bo brak czasu, bo niby dłuższą historią można więcej opowiedzieć, bo album można teraz łatwiej wydać i efekt końcowy robi większe wrażenie itd. itp. I niby wszystko fajnie, tyle tylko, że w literaturze fraszka, haiku, sentencja czy krótkie opowiadanie, a w filmie nowela, impresja, krótka animacja czy spot reklamowy mają często-gęsto większą siłę oddziaływania niż niejedna hollywoodzka superprodukcja. Można ściąć cały las i z uzyskanego drewna zbudować osiedle domków i niewiele osób zauważy, że lasu już nie ma, a wystarczy zapalić w odpowiednim miejscu małą zapałkę i znikający las będą oglądać miliony. Z drugiej strony, jak w czerwcu 2007 robiłem trzystronicowego shorta do „Jeju” to miałem z niego kupę radochy, ale jak w lutym b.r. zobaczyłem „The Pearce Sisters” to na chwilę też mi się odechciało robienia „króciaków” opartych na jednym, choćby nie wiem jak bardzo pojechanym pomyśle. Podobno wszystko już było, a jeśli nie, to i tak pewnie ktoś , gdzieś na świecie, właśnie nad tym pracuje. * * * Jak komuś mało tego co zaprezentowały nasze portale komiksowe, i nadal zastanawia się czy odłożyć kasę na coś, co Post wyda dopiero na początku przyszłego roku, to można sobie spojrzeć tutaj: http://nymag.com/daily/entertainment/2008/02/comics_shadows.html#more |
Komentarze [5]
|
| Rzeczy, które czytasz w sieci będąc żywym |
2008-02-06 11:08:11 |
|
Komentarze na serwisach komiksowych jak zwykle nie zawodzą. Czytając wpisy na jednym z portali dowiedziałem się min. że komiksy są przede wszystkim do radosnej rozrywki (to zdaje się ma wynikać z samej nazwy, no bo jak „komiks” to zdecydowanie powinien komiczny), dobrze, że przynajmniej określenia „książka” i „film” nie wywodzą się od jakiś radosnych słów. Kolejny z komentujących radośnie informuje, że „Persepolis” jest zdecydowanie bardziej groteskowy niż „Phenian”, bo bohaterką tego pierwszego jest mała dziewczynka, a w tym drugim dorosły mężczyzna. Na innym portalu można się dowiedzieć, że poruszanie w komiksach tematyki np. jakiejś choroby, to nic innego jak tylko obrzydliwe żerowanie (i to dla pieniędzy!?) na cudzym nieszczęściu. Niestety, anonimowy autor tekstu nie ujawnia, czy dotyczy to tylko krajowych komiksów, czy może również zagranicznych. Satrapi trzepiąca kasę na ofiarach reżimu, Spiegelman żerujący na ofiarach holokaustu i Rosiński obrzydliwie wykorzystujący cywilizację zniszczoną przez białego człowieka? Intrygujące. Przy okazji można się również zapoznać z tezą, że znajomość i stosowanie graficznych zabiegów narracyjnych wypracowanych przez klasyków komiksu, świadczy o tym, że ma się zerowe pojęcie o narracji graficznej, i że żeby wygrać konkurs komiksowy trzeba być kolegą wszystkich w jury. A wracając do obszaru wciąż jeszcze podpadającego pod zdrowy rozsądek, na „motywie-drogi” kmh z sensem analizuje obecność krajowych wydawnictw w sieci, warto jednak pamiętać, że chociażby jedno z najważniejszych francuskich wydawnictw, czyli L'Association, do dzisiaj nie ma żadnej strony na sieci, a o swoich publikacjach informuje za pomocą portali komiksowych, co dowodzi, że taka sieciowa obecność nie jest bynajmniej obligatoryjna żeby istnieć w świadomości czytelników. Z komiksowych ciekawostek zapowiadanych na najbliższe dni: Veronique Tanaka „Metronom” http://www.nbmpub.com/metronome/metroprev2.html „Mistrz i Małgorzata” w adaptacji Klimowskiego i Danusi Schejbal http://www.selfmadehero.com/classical_eye/m_m.html i jeszcze amerykańska edycja „Hieronymus B.” Ulfa K. http://komikamagasin.se/artikel/263/hieronymus-b Swoją drogą, świat się znowu trochę skurczył od kiedy polski ebay stał się naprawdę międzynarodowy i praktycznie każdy może w końcu korzystać z opcji paypal. Ciekawe czy i kiedy pojawi się amazon.pl? |
Komentarze [4]
|
|
» Archiwum
» O autorze
» Linki
|