Same fajne rzeczy 2008-04-25 23:55:27

Jorge Gonzalez to hiszpański twórca, który, podobnie jak Mirosław Urbaniak i Irek Kinior, próbuje swoich sił na francuskim rynku pod skrzydłami odnogi wydawnictwa Glenat, czyli Caravelle. Jak do tej pory opublikował dwa albumy, w 2004 „Le Vagabond”, a w ubiegłym roku „Hate Jazz”    http://www.bdgest.com/preview-203-BD-hate-jazz-histoire-complete.html

Niezwykle zdolna bestia, chociaż mam wrażenie, że wciąż jeszcze poszukuje własnego stylu, posiłkując się w tych poszukiwaniach świetnymi wzorcami.

Twórczy mix takich artystów jak Mattotti, deCrecy czy Gipi w polewie hiszpańskiego temperamentu, warto zwrócić uwagę i obserwować dalsze poczynania:

http://jfgv.blogspot.com/

http://www.jorge-g.com/

http://www.jfgvoriginales.blogspot.com/

 

                                                                 *    *    *

W wielki świecie coś tam cały czas się rusza, przed chwilą Piotr Cieśliński http://www.epilogue.net/cgi/database/art/list.pl?gallery=6539 załapał się do Marvela,  a kanadyjski Drawn! właśnie natrafił na prace, znanego chociażby z koszulek dla Chrum Company, Jana Kallwejta   http://drawn.ca/2008/04/22/jan-kallwejt-2/

co skwapliwie podchwyciło kilka innych serwisów wokółkomiksowych.

Jeszcze trochę i może rzeczywiście jacyś Polacy zaczną  trzaskać komiksy dla amerykańców?

 

                                                                 *    *    *

Dostałem praktycznie ostateczną wersję okładki „Bajabongo”, jestem w szoku co wycisnął Jarek Składanek z mojej nieudolnej bazgraniny, naprawdę kawał solidnej roboty, a zresztą, za chwilę będzie można to zobaczyć „w realu”, więc co ja tutaj będę gadał po próżnicy. Fajnie wygląda, zupełnie jak nie moje.  

Komentarze Komentarze [1]



Dwubiegunowość konika 2008-04-22 01:03:43

Jako wielbiciel takich powieści jak „Ludzie jak bogowie” Sniegowa czy kosmicznej trylogii Trepki i Borunia, nie mogę oczywiście przejść obojętnie obok genialnych ilustracji mojego ulubieńca.

Klimatyczne retro, czyli Virgil Finlay i jego ilustracje do „The Complete Book of Space Travel”:

http://goldenagecomicbookstories.blogspot.com/2008_04_01_archive.html

                                                   

                                                                *    *    *

 

A na drugim biegunie graficznych zabaw z rzeczywistością, brytyjskie wydawnictwo Cabanon Press:

http://www.cabanonpress.com/index.htm

Niestety, cześć publikacji wydana w mikronakładach jest już nie do zdobycia, ale na szczęście na sieci coś tam jeszcze można zobaczyć, a jak ktoś będzie w Londynie, to pogrzebać w komiksowych księgarniach.

Mnie najbardziej urzekły takie rzeczy jak „The Hairy Monster, a guide”, „Guardians of The Kingdome”, „First” i „Second”.

Komentarze Komentarze [0]



"O czym nie śniło się scenarzystom z tvn-nu" 2008-04-17 22:09:05

Właściwie to na tym blogu nie miało być nic o muzyce, ale jakoś tak wyszło, że zobaczyłem kolejny odcinek „39 i pół” i trochę mnie krew zalała.

Jakiś koleś (ta, wiem, że Karolak) przebrany za podstarzałego punka, jeżdżący „cegłą” w rytm muzyczki rodem z radia RMF, problemy interpersonalne prosto z rodzimych telenowel w stylu „Złotopolskich” czy innego „Klanu” i do tego „superekstraprzełomowy” zespół  czyli „Blog 27”.

Zaniepokojony spoglądam na Onet, ludziki sikają ze szczęścia, porównują do „Californication”, przeżywają muzykę i „strasznie śmieszne i inteligentne teksty”, czyli zgroza… ale to tylko „świry z Onetu”, więc szukam dalej, tym razem moje ulubione fora… i niestety to samo, szok, czyżby całe pokolenie nagle zgłupiało?

Zmotywowany tym szaleństwem, zaczynam sprawdzać kumpli z ekipy, i kamień spada mi z serca.

Bo nie jest źle, wchodzący w smugę cienia „rokendrolowi rewolucjoniści” bynajmniej nie kończą jak serialowe przypały, lansując głupawą muzyczkę  pokręconych nastolatek, tylko nadal robią swoje, nie oglądając się na promowane w mediach mody i style, czy żebrząc o poklask masowego odbiorcy.

Żeby nie być gołosłownym, kilku gliwickich „protoplastusiów” serialowej „gwiazdy”, oczywiście sami gitarzyści, grający w różnych składach i układach od lat 80-tych:

Szymon, długi staż w punkowym „Rottweilerze”, dzisiaj żona, dziecko, praca i oczywiście muzyka, bardzo konkretna muzyka, czyli „Whitman”:

http://www.whitman.zks.com.pl/web/index.html

Witek, jeden z najlepszych gitarzystów jakich znam i jeden z najbardziej drobiazgowych perfekcjonistów w kwestiach muzycznych, przez lata dużo różnej muzyki od HM po akustyczną klasykę, a w tzw. międzyczasie epizod w jednej z najważniejszych polskich kapel punkowych, czyli ostatni skład i sesja nagraniowa grupy „Process”. Dzisiaj żona, dzieci, praca w branży edukacyjnej (ze sporymi sukcesami) i oczywiście muzyka, „Apogeum”:

http://apogeum.art.pl/

acha, stronka domowa, za całym dobrodziejstwem dorobku:

http://www.kozaczkiewicz.pl/

Dominik, niedoszły wieszcz pokolenia, sporo różnych kapel, min. „Texas Rangers”, w latach 90-tych „Svoboda”, a w chwili obecnej pełna niezależność, czyli całkowicie solowy projekt „Diakof”:

http://www.diakof.prv.pl/

 

Trzech ludzi, trzy różne podejścia do muzyki, ale wszystkie trzy, moim zdaniem, znacznie ciekawsze niż „strasznie śmieszne” przeżycia bohatera tvn-owskiego sitcomu.

Scenarzystów „39 i pół” najchętniej wysłałbym na prowincję, żeby zobaczyli, co naprawdę robią i czym żyją ludzie, a wielbicieli serialu wsadziłbym do wehikułu czasu, żeby jeszcze raz posłuchali tego, czego słuchali kiedyś, zanim ponownie zaczną przeżywać pulpową „anarchię” dla ubogich.

Marzy my się porządny film/serial o tamtych czasach, z konkretną muzyką, wiarygodnym aktorstwem i scenariuszem nie obciążonym potrzebą lansu jakiejś współczesnej „muzycznej gwiazdy”.

Ale to pewnie marzenie ściętej głowy.

 

Dobra, zamykając ten, mam nadzieję, że jedyny, muzyczny wpis, moja obecna playlista z odtwarzacza mp3 (można sobie dopasować do lektury „Bajabongo”) :

Battles „Mirrored”, Primus”Saling the Seas of Cheese” i „Antipop”, Mars Volta „The Bedlam In Goliath”, NoMeansNo „Wrong”, Fugazi „Repeater”,  RATM  „The Battle of Los Angeles”, System Of A Down „Toxicity”, Hans Zimmer/Lisa Gerrard „Gladiator”, Tool „Aenima”.

Komentarze Komentarze [4]



Bajabongo 2008-04-14 11:46:16

Kto to wyda:

http://www.kultura.com.pl/index.php?s=zapowiedzi

Jak to się śpiewa:

http://www.youtube.com/watch?v=Zfg-x7jYW9Y&feature=related

Co to niby znaczy:

http://www.miejski.pl/slowo-Bajabongo

Z kim gra reprezentacja:

http://www.ht-arena.com/kolejarz/?page=Terminaz

Jak wygląda reprezentacja:

http://www.cpoet.net/es/hattrick/simcheeese/team/867410/

Gdzie można dostać legitymację:

http://cojestgrane.pl/wydarzenie/35671/miasto/Wroc%C5%82aw/

Jestem w szoku, ale można nawet samemu tam pojechać (nie wirtualnie):

http://katalog.pf.pl/Cz%C4%99stochowa/Bajabongo-Organizacja-Imprez-F6392679G0B550230-m19.html

Skąd to się wzięło:

http://www.lyricsvault.net/songs/15011.html

Komentarze Komentarze [5]



Masakra 2008-04-13 20:45:00

Króciutko, bo w zalewie forumowej głupoty i portalowych nieudolności nie chce mi się pisać.

A zresztą, czasu nie mam, zarobiony jestem, a na nominacjach za czestotliwość wpisów na blogu zależy mi prawie równie mocno jak mojemu synowi na ubiegłorocznym śniegu.

Lineczka do masakrycznej rzeczy, którą kiedyś zaledwie "naszkicował" Miyazaki:

http://www.cartoonbrew.com/anime/little-nemo-test-film

miłej zabawy.

 

Komentarze Komentarze [0]



» Archiwum



» O autorze


» Linki