|
Właściwie to na tym blogu nie miało być nic o muzyce, ale jakoś tak wyszło, że zobaczyłem kolejny odcinek „39 i pół” i trochę mnie krew zalała. Jakiś koleś (ta, wiem, że Karolak) przebrany za podstarzałego punka, jeżdżący „cegłą” w rytm muzyczki rodem z radia RMF, problemy interpersonalne prosto z rodzimych telenowel w stylu „Złotopolskich” czy innego „Klanu” i do tego „superekstraprzełomowy” zespół czyli „Blog 27”. Zaniepokojony spoglądam na Onet, ludziki sikają ze szczęścia, porównują do „Californication”, przeżywają muzykę i „strasznie śmieszne i inteligentne teksty”, czyli zgroza… ale to tylko „świry z Onetu”, więc szukam dalej, tym razem moje ulubione fora… i niestety to samo, szok, czyżby całe pokolenie nagle zgłupiało? Zmotywowany tym szaleństwem, zaczynam sprawdzać kumpli z ekipy, i kamień spada mi z serca. Bo nie jest źle, wchodzący w smugę cienia „rokendrolowi rewolucjoniści” bynajmniej nie kończą jak serialowe przypały, lansując głupawą muzyczkę pokręconych nastolatek, tylko nadal robią swoje, nie oglądając się na promowane w mediach mody i style, czy żebrząc o poklask masowego odbiorcy. Żeby nie być gołosłownym, kilku gliwickich „protoplastusiów” serialowej „gwiazdy”, oczywiście sami gitarzyści, grający w różnych składach i układach od lat 80-tych: Szymon, długi staż w punkowym „Rottweilerze”, dzisiaj żona, dziecko, praca i oczywiście muzyka, bardzo konkretna muzyka, czyli „Whitman”: http://www.whitman.zks.com.pl/web/index.html Witek, jeden z najlepszych gitarzystów jakich znam i jeden z najbardziej drobiazgowych perfekcjonistów w kwestiach muzycznych, przez lata dużo różnej muzyki od HM po akustyczną klasykę, a w tzw. międzyczasie epizod w jednej z najważniejszych polskich kapel punkowych, czyli ostatni skład i sesja nagraniowa grupy „Process”. Dzisiaj żona, dzieci, praca w branży edukacyjnej (ze sporymi sukcesami) i oczywiście muzyka, „Apogeum”: http://apogeum.art.pl/ acha, stronka domowa, za całym dobrodziejstwem dorobku: http://www.kozaczkiewicz.pl/ Dominik, niedoszły wieszcz pokolenia, sporo różnych kapel, min. „Texas Rangers”, w latach 90-tych „Svoboda”, a w chwili obecnej pełna niezależność, czyli całkowicie solowy projekt „Diakof”: http://www.diakof.prv.pl/ Trzech ludzi, trzy różne podejścia do muzyki, ale wszystkie trzy, moim zdaniem, znacznie ciekawsze niż „strasznie śmieszne” przeżycia bohatera tvn-owskiego sitcomu. Scenarzystów „39 i pół” najchętniej wysłałbym na prowincję, żeby zobaczyli, co naprawdę robią i czym żyją ludzie, a wielbicieli serialu wsadziłbym do wehikułu czasu, żeby jeszcze raz posłuchali tego, czego słuchali kiedyś, zanim ponownie zaczną przeżywać pulpową „anarchię” dla ubogich. Marzy my się porządny film/serial o tamtych czasach, z konkretną muzyką, wiarygodnym aktorstwem i scenariuszem nie obciążonym potrzebą lansu jakiejś współczesnej „muzycznej gwiazdy”. Ale to pewnie marzenie ściętej głowy. Dobra, zamykając ten, mam nadzieję, że jedyny, muzyczny wpis, moja obecna playlista z odtwarzacza mp3 (można sobie dopasować do lektury „Bajabongo”) : Battles „Mirrored”, Primus”Saling the Seas of Cheese” i „Antipop”, Mars Volta „The Bedlam In Goliath”, NoMeansNo „Wrong”, Fugazi „Repeater”, RATM „The Battle of Los Angeles”, System Of A Down „Toxicity”, Hans Zimmer/Lisa Gerrard „Gladiator”, Tool „Aenima”. |